Archive for Kwiecień, 2012

Jaką korzyść może przynieść wiedza o mózgu?

Aby analizować właściwie funkcje mózgu, musimy rozważyć operacje nazywane zazwyczaj ?umysłowymi” (Harre, 1970). Tymczasem zaczyna­my dostrzegać, że każdy mózg jest ośrodkiem całkiem swoistego rodzaju układów przewidywań dedukcyjno-indukcyjnych. Jak w wielu innych dziedzinach, tak i tu nasze koncepcje są jeszcze prymitywne i niewystarczające, lecz to, co wiemy o mózgu, wykracza daleko poza to wszystko, czym dysponowali nasi poprzednicy. Nie rozumiemy w pełni dylematów świadomości dotyczącej nas samych i tego, co poza nami, lecz mamy dość dużo danych o aberracjach tej świadomości, by nie ufać pozornie oczywistym poglądom dualistycznym wyrażanym w języku po­tocznym w tej kwestii. Wbrew pozorom kategorie umysłu i ciała nie są ani proste, ani przeciwstawne.

Ponadto nie wiadomo, w jaki sposób mózg wytwarza wyobrażenia świata i korzysta z nich w celu przewidywania. Posługujemy się poję­ciem ?modelu w mózgu”, ale jest to w gruncie rzeczy ogólnikowa meta­fora (Craik, 1943). Wskazujemy za jego pomocą na coś, o czym wiemy, że istnieje, ale nie potrafimy tego zdefiniować. Psychologowie i inni ba­dacze, którzy są pod wrażeniem złożoności mózgu, mogą się zżymać na taką niedokładność terminologiczną. Neurologowie pierwsi podzielają te zastrzeżenia, ponieważ zbyt dobrze zdają sobie sprawę z tego, jak bardzo skomplikowany jest mózg. Każdy, kto próbował wykryć sieci powiązań i mechanizmy działania choćby jakiejś jego cząstki, niechybnie stwier­dził, że nie umiemy opisać budowy tego wielopoziomowego układu. Te właśnie trudności sprawiły, że neurofizjologowie podchodzą z nadmierną może ostrożnością do badań nad mechanizmami, które kierują działania­mi ludzi i zwierząt. Mimo to pojęcie modelu w mózgu powoli zaczyna nabierać realnej treści.

Nasze przypuszczenie, że w początkowych stadiach model, jakim każ­dy z nas dysponuje, budowany był wokół symbolicznych wyobrażeń osób i sposobów łączności między nimi, zyskuje coraz szersze pod­stawy. Rzuca to światło na przyczyny, dla których nie możemy porzucić ?antropomorficznego” sposobu myślenia o różnych sprawach ? o sobie samych, o naszym id, ego i superego, a także o podstawowych problemach fizyki. Z pewnością nasze postawy wobec tych wielkich zagadnień zmie­nią się zasadniczo, gdy zdobędziemy wiedzę o tym, dlaczego nasze mózgi roztrząsają je właśnie tak, a nie inaczej. Na razie możemy dopiero zbie­rać pierwsze praktyczne skąpe owoce tej wiedzy. To, że wiemy już coś­kolwiek i że zarazem wiemy tak mało, chroni nas przed naiwnością i skła­nia do pokory. Zachętą jest dla nas myśl, że jesteśmy pierwszym poko­leniem, które zaczyna rozumieć fizjologiczne podstawy zjawisk świa­domości.

Przyroda ożywiona i jej pochodzenie

Podczas naszych dotychczasowych rozważań uzyskaliśmy ogólny schemat opisujący i wyjaśniający życie ludzkie; schemat, który pozwala rozważać je w sposób zarazem spójny i ogólny. Badania dotyczące rozmaitych aspektów naszej egzystencji pozwoliły dostrzec zarysy takiego schematu. Wciąż jeszcze nasza wiedza jest pożałowania godna i koncepcje, którymi operujemy, z pewnością wydadzą się bardzo naiwne naszym następcom. Jednakże w stosunku do tego, co przez wszystkie wieki było osiągalne dla ludzi próbujących wyjaśnić zagadki wszechświata, stanowią one postęp.

Mamy już obecnie pewną wiedzę o podstawach życia. Wszystkie zwierzęta i rośliny zbudowane są z mniej więcej tych samych niewielu spośród 92 pierwiastków chemicznych występujących na Ziemi. Tych kilka pierwiastków tworzy układy takie, jak nasze ciała, a więc bardziej złożone niż cokolwiek w przyrodzie nieorganicznej (przynajmniej na Ziemi nie wykryto niczego bardziej złożonego). Integralność tych or­ganizmów zachowana jest dzięki nieustannemu wydatkowaniu energii, co w wieloraki sposób zapobiega degradacji i dezorganizacji. Wszystkie te działania są kontrolowane przez bardzo wyselekcjonowane cząsteczki polinukleotydów, które gwarantują syntezę białek wystarczającą, by za­pobiec rozkładowi.

Powstaje pytanie, skąd pochodzi ten porządek i kiedy się pojawił. Nie potrafimy wyjaśnić tego w sposób wyczerpujący, mamy jednak obfi­te dane, wskazujące, że obecny wysoki poziom uporządkowania został osiągnięty w długotrwałym procesie, dzięki zmianom, które nazywamy ewolucją. Gatunki zwierząt i roślin, które powstały póź­niej, są ? ogólnie biorąc ? bardziej złożone niż gatunki stare. Kwas dezoksyrybonukleinowy (DNA) osiąga coraz większą pojemność infor­macyjną, zaś u zwierząt wzrastająca część tego programu dotyczy kiero­wania podukładami, które same służą gromadzeniu dalszych informacji, czego kulminacją jest mózg ludzki.

W procesie sterowania organizmami żywymi zaangażowana jest ogromna liczba informacji (odznaczają się one bardzo wysokim stopniem uporządkowania). W miarę postępu ewolucji pojawiały się istoty o coraz bogatszym kodzie informacyjnym. Inaczej mówiąc, życie staje się coraz bardziej skomplikowane i opanowuje środowiska, w których przetrwanie zależy od bardzo złożonych procesów.

Informację genetyczną przenoszą łańcuchy par nukleotydów w DNA; przypomina to bardzo następowanie po sobie liter w książce. Jeżeli przyjmiemy, że stronica zawiera 2000 liter, to informacja zawarta w wirusie zajęłaby 100 stronic (2-105 par nukleotydów), w bakterii ? książkę o 2500 stronicach (5-106 par), zawarta zaś w człowieku ? 1700 tysiącstronicowych książek (3,5-109). Daje to wyobrażenie o niezwykłej złożoności życia, a także ostrzega przed ogromnymi trudnościami, piętrzą­cymi się na drodze do pełnego poznania informacji genetycznej człowieka. Znamy już zasady języka, w którym informacja ta jest zapisana, lecz odczytanie jej jest trudne, a przebrnięcie przez 1700 ?książek” jest nie lada zadaniem. Można wątpić, czy zostanie ono kiedykolwiek wykonane. Oczywiście nasze odczytywanie jest czymś w rodzaju sylabizowania przez małe dzieci. Przyszli badacze będą prawdopodobnie śmiać się z nas prze­glądając nasze opisy genotypów przedstawiające skutki działania enzy­mów. Najwcześniejsze skamieliny sprzed trzech miliardów lat były chyba niewiele bardziej złożone niż bakterie. Wiedza o stopniowym wzroście złożoności od tamtej pory nie wyjaśnia, w jaki sposób powstało życie, lecz daje przynajmniej pewne szanse na wyświetlenie tej kwestii. Nie musimy już pytać (jak to czynili nasi poprzednicy), w jaki spo­sób powstał człowiek, lecz: w jaki sposób powstał pierwszy system samo­regulujący. Pytanie to jest wystarczająco trudne, lecz ?sztuczne” uzyski­wanie pewnych prostych układów żywych jest realną możliwością dzi­siejszej nauki.

Dopóki nie mamy dostatecznej wiedzy o pierwszych stadiach życia, pytanie o ?przyczyny” bardziej odległe jest ?jałowe”. Być może okaże się, że życie powstało ?spontanicznie” na skutek zadziałania pewnych warunków przeważających na kuli ziemskiej we wczesnym okresie jej istnienia. Jeśli tak było, istniały wówczas warunki wystarczające dla powstania takiej przyrody, jaka jest obecnie. Jest sprawą astronomów wyjaśnić z kolei, w jaki sposób powstały te warunki. Na razie możemy jedynie wraz z nimi spekulować na temat tego, co znaczą układy gwiazd.

Osiągnięcia i słabości myśli dwudziestego wieku

W wielu częściach świata ludzie kierują dziś swoim życiem w oparciu o  informacje bardziej rzetelne niż kiedykolwiek przedtem. Dzięki tej wiedzy i dzięki wytworom techniki, które ona umożliwiła, wiele milio­nów ludzi osiąga dziś stan zdrowia i zadowolenia z życia, jakie sto lat temu były udziałem co najwyżej paru tysięcy osób. Lecz ani wiedza, ani dobrobyt nie są podzielone równo. Co najmniej połowa ludzkości żyje- dziś, jak dawniej, w ciemnocie i zagrożeniu. Co więcej, wiedza, choć obfi­ta, nie zadowala, ponieważ nie jest dość jednolita, by tworzyć całkowity i satysfakcjonujący system, stanowiący bezpieczny i łatwy punkt wyjścia dla dalszego postępu myśli.

Pytanie o stan badań biologicznych w relacji do innych nauk było przedmiotem stałej uwagi towarzyszącej naszym analizom. Jest to jeden z aspektów starego pytania o granice języka. Czy istnieje zasadnicza różnica między sprawdzalnymi twierdzeniami o faktach, jakie daje wiedza i apriorycznymi twierdzeniami logiki? W jakim stopniu słusz­ny jest pogląd głoszący, że twierdzenia logiczne zawdzięczają swą praw­dziwość strukturze mózgu? Czy możemy wyróżnić ?sądy elementarne”, poszczególne jednostki mowy, jak tego kiedyś próbował dowieść Wittgen­stein. W świetle naszej wiedzy o działaniu mózgu podejście takie nie rokuje korzyści. Jednakże zanim spróbujemy skonstruować prawdziwie ogólną teorię biologii, musimy dysponować ogólną teorią logiki, czyli formułować twierdzenia o obserwowanych faktach. Zanim przystąpimy do systematycznego badania mózgu lub czegokolwiek innego, musimy rozstrzygnąć tę kwestię.

Są to stare problemy epistemologii i metafizyki, zbyt zasadnicze, by można je tu analizować, a tym bardziej ? rozstrzygać. Musimy jednak zdawać sobie sprawę, że na skutek tej luki nasze badania nie stanowią pełnego wprowadzenia do systemu wiedzy o człowieku; co najwyżej mogą nas przybliżyć do takiego systemu. Mogą one, być może, wykazać, że współczesne badania mózgu i dociekania językoznawcze prowadzą do rzeczywiście nowego ujęcia tych starych problemów. Proponowany tutaj punkt widzenia nie ?rozstrzyga” starych zagadnień, dotyczących faktów i logiki, ciała i umysłu, wolności i determinizmu, nauki i wartości. W świe­tle nowych zdobyczy nauki wydaje się jednak, że korzystne byłoby ujmowanie ich w sposób odmienny niż dotychczas. Dzięki wielu odkry­tym faktom, wyjaśniającym, w jaki sposób przebiega życie, a zwłaszcza jak pracuje mózg, możemy sensowniej i w sposób bardziej użyteczny mówić o nas samych i o świecie.

Wszystkie dotychczasowe systemy wiedzy (epistemologie) przyjmowa­ły podstawowe właściwości logiki ludzkiej jako nie podlegające kontroli założenia. Być może w pewnym sensie musimy w dalszym ciągu tak po­stępować. Jednakże badania procesów mózgowych umożliwiają pozna­wanie nas samych jak gdyby z zewnątrz. Już niedługo będziemy zapewne potrafili posługiwać się naszą wiedzą o świecie fizycznym, aby wyjaśniać, dlaczego mówimy i działamy w określony sposób. Można oczywiście py­tać, co właściwie rozumie się w tym kontekście przez ?wyjaśnienie”. Kartezjusz ?wyjaśnił” mechanizmy mózgowe ruchem szyszynki kontro­lującej przepływ ?sił duchowych”. Sądzimy, że choć mylił się on w szcze­gółach, to ogólnie miał rację. Musimy zbadać, w jakim sensie aktualny model operacji mózgowych jest ?prawdziwszy” niż model Kartezjusza.. Odpowiedź będzie brzmiała, że umożliwia on dokładniejsze i skuteczniej­sze przewidywanie i kierowanie czynnością mózgu w różnych warunkach. Jest oczywiście prawdą, że przewidywanie nigdy nie jest zupełne. Po­wtarzające się sukcesy indukcji nie dowodzą i nie dowiodą, że mamy prawo na niej polegać. Pragniemy jednak stwierdzić, że dzięki badaniom indukcyjnym odkryto, iż mózg jest układem działającym według pew­nych wewnętrznych zasad dedukcyjnych (np. gramatycznych), które słu­żą formułowaniu przewidywań indukcyjnych. Jest to klasyczne błędne koło, które wymaga wyjaśnienia. Niezawodna dedukcja wymaga więc takiej samej kontroli, co zawodne rozumowania indukcyjne.

Mówi się, że dowody dedukcyjne są prawomocne, podczas gdy dowo­dy indukcyjne są co najwyżej uzasadnione, jeśli praktyka im nie przeczy. Jednakże ?prawomocność” naszej logiki sprowadza się do tego jedynie, że stanowi ona niezbędny system komu­nikacji między ludźmi. Wiedza o neurologicznych podstawach tego sy­stemu logiki i języka jest na razie fragmentaryczna. Można się spodzie­wać, że jej rozwój przyczyni się do wyjaśnienia naszych wyobrażeń. Na­suwa się tu pytanie, jakie zmiany w działaniu mózgu związane są z re­wolucjami naukowymi. Nonsensem byłoby próbować obecnie odpowiadać na to pytanie. Jest tak, ponieważ nie przy­wykliśmy mówić o pracy mózgu. Sposób opisu w każdej epoce pozostaje w koniecznym związku ze stanem wiedzy biologicznej i zmienia się wraz z nim. Współczesne narzędzia opisowe będą za sto lat mało użyteczne, za pięćdziesiąt lat przestarzałe, a za tysiąc lub wcześniej zostaną prawdo­podobnie całkowicie zapomniane. Nie ma to żadnego znaczenia; ważne jest jedynie, by znaleźć najlepszy schemat na dziś.

Konieczność współdziałania

Większość naszych planów opiera się na specyficznie ludzkiej umiejęt­ności współdziałania. Nie jest to zwykły optymizm, jak sądzą niektórzy, lecz racjonalny, wynikający z obserwacji opis. Ludzie skłonni są w o wie­le większym stopniu kochać się i pomagać sobie niż się wzajemnie nienawidzieć; nie jesteśmy upadłymi aniołami, lecz udoskonalonymi i wciąż doskonalącymi się małpami. Człowiek zastanawiał się nad problemem dobra i zła co najmniej od początków kultury. Literatura i życie, a także psychologowie i antropologowie nauczyli nas rozumieć i próbować rozwią­zywać te konflikty, ilekroć się pojawiają. Często napomyka się, że być może granica między dobrem a złem nie zawsze jest jednoznaczna i by­wa, że diabeł w nas okazuje się użyteczny. Musi on jednak służyć funkcji adaptacyjnej ? w przeciwnym wypadku zostałby dawno wygnany przez ewolucję. Oczywiście wiele cech ludzkiego zachowania wiedzie w obu kierunkach. Z pewnością ludzie nie zmierzają prosto ku doskonałej har­monii i wzajemnej tolerancji. Zapewne gdyby byli tacy, nie zbudowaliby stabilnych społeczeństw. Przysposobienie świata do przyjęcia przyszłych ogromnych populacji przypuszczalnie wymaga choć części agresywności, która w nas tkwi jako dziedzictwo z czasów pierwotnych walk o teryto­rium. Tym niemniej istnieje realna potrzeba, by ludzkość strzegła się przed zasadzkami, w które mogą ją wpędzić demagodzy dążący do wzbu­dzenia w niej agresywności.

W mózgu ludzkim znajduje się prawdopodobnie ośrodek, którego uaktywnienie wzbudza objawy gniewu. Gniew ten może osiągnąć wysoki poziom, a jednocześnie nie przyjąć formy otwartej agresji. Każdy z nas czuje czasem,, jak potęguje się w nim gniew, zwłaszcza wówczas, gdy za­grożony jest nasz stan posiadania lub nasze prawa. Jest to szczątkowa postać naszych pierwotnych zachowań terytorialnych. W istocie zauwa­żono, że ludzie przyjmują postawę wyraźnie agresywną, gdy ktokolwiek narusza ich własność, czy będzie to sekretarka i jej biurko, czy farmer i jego pola.

Agresja w takich postaciach nie stanowi problemu, ale gdy wzbudzi się ją w wielkich masach ludzkich, może doprowadzić do wojny. Hitler wzbudził zbiorowy zapał odwołując się do uczuć związanych z utratą terytorium i zagrożeniem przez obcych (Żydów). To, co nieraz już uda­wało się demagogom, może się udać i w przyszłości. Ludzie mogą raz jeszcze im ulec i rozpocząć zbiorowe działanie, które nie zapewnia bez­pieczeństwa nikomu z nich, ani ich przyjaciołom, ani wrogom. Reakcje agresji mogły być skuteczne wobec małych roszczeń terytorialnych. Gdy jednak powstają w wielkich zbiorowościach, jest prawdopodobne, że przy­niosą szkodę zarówno atakującym, jak i napadniętym. Dziś, gdy istnieje broń termojądrowa i biologiczna, skutki mogłyby zagrozić całemu życiu na Ziemi.

Zdolność do powściągania odruchów jako cecha swoiście ludzka

Długi okres uczenia się jest jednym z najbardziej charakterystycznych rysów człowieka i jego wagi nie można przecenić. To, czego się uczymy, nakłada się na nasze potrzeby biologiczne, jak oddychanie, odżywianie się i reprodukcja, oraz na wrodzone zdolności łącznie ze zdolnością do walki i do miłości. Gdy jednak porównujemy człowieka z innymi naczelnymi, dostrzegamy jego swoistą zdolność do powściągania skłonności agresywnych i płciowych ze względu na wymagania działań opartych na współpracy. Ani poszczególne małpy, ani grupy małp żadnego gatunku nie potrafią skoncentrować się przez czas dłuższy na jednym zadaniu, choć umieją to już nasze dzieci. Nie jest więc bezzasadna nadzieja, że w przyszłości zachowania oparte na współpracy dzięki wielości nowych na­rzędzi, którymi obecnie dysponujemy, umożliwią człowiekowi istnienie nawet przy zwiększonej populacji.

Jeżeli tak się stanie, będziemy to zawdzięczać swoiście ludzkiemu dłu­giemu dojrzewaniu, dzięki któremu uczenie się w okresie młodości sięga głębiej i obejmuje umiejętność powściągania odruchów. Jest to cecha wybitnie ludzka i najbardziej wyróżniająca go od innych naczelnych; można więc przypuszczać, że jej kontrola nad ludzkim zachowaniem bę­dzie wzrastać.

Czy istnieje instynkt agresji?

Utrzymuje się często, że agresja u człowieka ma charakter instynktowny i w związku z tym musi znaleźć sobie ujście. Zdolność do gniewu w sy­tuacji odpowiedniego pobudzenia ma niewątpliwie charakter reakcji ?fi­zjologicznej”, obejmującej ośrodki podwzgórzowe i inne i stanowi instynkt ?obronny”. Nie jest jednak oczywiste, że człowiek ma wrodzoną ?potrzebę” zachowań agresywnych lub okrutnych. Jest tak z pewnością z niektórymi mięsożercami (np. z kotami), choć i u nich zachowania takie są reakcjami na określone bodźce. Kot nie jest dra­pieżny, dopóki nie zobaczy myszy czy ptaka, albo czegoś do nich podob­nego. Prawdopodobnie mechanizm w podwzgórzu umożliwia występowa­nie w zachowaniu człowieka reakcji gniewu, podobnie jak u kota. Po­siadanie tej zdolności nie jest jednak równoznaczne z posiadaniem wyż­szego mechanizmu korowego, który potrafi nauczyć się sterować podwzgórzowym ośrodkiem gniewu. Niektórzy przypisywali człowiekowi posiadanie takiego mechanizmu wyselekcjonowanego w przeszłości, gdy zdolność do agresji była potrzebna jednostce i zbiorowości. Problem jest nie rozstrzygnięty i nie da się go rozwiązać przez porównanie z innymi gatunkami.

Sądzi się, że ssaki mięsożerne wydzielają znaczne ilości noradrenali­ny, która pobudza je do agresywności, natomiast sama adrenalina wy­twarza reakcje strachu i ucieczki. Prawdopodobnie przypuszczenie to jest słuszne; np. jest możliwe, że tygrysy mają mózgi specjalnie podatne na wyuczenie się, jak polować i zabijać. Lecz nawet jeśli tak jest, nie dowodzi to niczego o mózgu ludzkim. Zresztą ssaki drapieżne można tak wytrenować, by współżyły bez konfliktów z innymi gatunkami. Człowiek może mieć odziedziczoną zdolność do gwałtownych zachowań obronnych, niegdyś niezbędnych do ochrony terytorium, a być może także zdolność do zachowań agresywnych potrzebnych do zdobycia łupu. Ludzie chętnie wyładowują agresję przeciw wrogom i jest to jeden ze sposobów utoż­samiania się z grupą. Fakty te umieją wykorzystywać ci, którzy podże­gają do wojen. Jest to taktyka niebezpieczna. Nie znaczy to, by człowiek miał ?instynkt wojenny”, który ?musi” znaleźć zaspokojenie i który jest przejawem wspomnianego instynktu agresji u ssaków drapieżnych. Jest sprawą dyskusyjną, czy słuszne jest wzbudzanie przejawów agresji przez jej ?sublimację” w sporcie, zwłaszcza zaś w dyscyplinach brutal­nych. Dobry przyrodnik nie powinien ograniczać swych zainteresowań do wzorów zachowań, których zdolność przystosowawcza prawie prze­minęła i które mają charakter reliktowy. Nie powinniśmy ignorować agresji występującej w działaniu człowieka, lecz trzeba także brać pod uwagę te cechy jego biologii, które umożliwiają mu w wielu dziedzinach pomyślną współpracę. Człowiek jest zdolny, a nawet podatny do zacho­wań gwałtownych. Czasem wchodzą mu one w nawyk, co jest źródłem wielu cierpień. Z pewnością jednak pobudzenie zachowań agresywnych ma częste źródła w stresach i konfliktach, których w długim okresie rodzinnych i społecznych uwarunkowań trudno uniknąć.

Czy można porównywać współczesne terytoria ludzkie ze zwierzęcymi?

Na ogół uważa się, że współczesne społeczeństwa są zbyt złożone, by ce­lowe było porównywanie prowadzonych przez nią wojen z obroną tery­torium przez zwierzęta w ścisłym tego słowa znaczeniu. Terytoria zwie­rzęce kontrolowane są przez rodziny lub grupy złożone z paruset osob­ników. Nie można bezpiecznie ekstrapolować takich zachowań na spo­łeczeństwa wielomilionowe. W ?naturze”‚ system ten działa, ponieważ pokonane jednostki po zasygnalizowaniu chęci poddania wycofują się na krańce terytorium, by umrzeć lub co najwyżej pozostać na niskim szcze­blu hierarchii, co oznacza zmniejszone szanse na przetrwanie czy repro­dukcję. Nie można oczekiwać, że narody będą postępować w sposób po­dobny; ludzie coraz nie chętniej akceptują hierarchiczne porządki. Jedno­cześnie dopóki populacja wzrasta, istnieje trudny problem zorganizowa­nia podziału zasobów. Problem ten nie daje się łatwo rozwiązać, a analogii ze zwierzętami nie można brać dosłownie, ponieważ ludzkość wypraco­wała znaczne skłonności do działań altruistycznych; rzadko pozwalamy innym umierać z głodu, przynajmniej w społeczeństwach cywilizowanych. Zarazem sądzi się, że każdy człowiek ma prawo do potomstwa. Pro­blem komplikuje się przez to, że człowiek dysponuje zaso­bami, które nie są wyraźnie ograniczone. Daje to na­dzieję na możliwe rozwiązanie, co jednak tylko zwiększa złożoność pro­blemu określenia optymalnej liczebności. Z pewnością nie ma potrzeby, aby dodatkowe miliony były skazane na śmierć lub egzystencję na jej pograniczu. Choć podejmuje się pewne kroki zmierzające do ogranicze­nia populacji ludzkiej, nie ulega wątpliwości, że w najbliższej przyszłoś­ci nastąpi dalszy jej wzrost. Powinno się okazać możliwe rozwiązanie kryzysu przez wzrost produkcji. Będzie to jednak wymagało nie tylko- wynalazków, lecz także ogromnej dozy zdrowego rozsądku i dobrej woli. Nie można przewidzieć, w jakim stopniu to się spełni.

Z pewnością wiele powodów skłania do pesymizmu. Musimy jednak pamiętać, że ludzkość potrafiła sprostać w przeszłości gwałtownym wzro­stom populacji; obecnie zaś dysponuje o wiele potężniejszym zasobem wiedzy. Jednakże przyrost w przyszłości okaże się prawdopodobnie więk­szy niż kiedykolwiek przedtem. W interesie każdej żyjącej dziś jednostki jest traktowanie tej sytuacji jako własnego, osobistego problemu. Jeśli nie uda się nam osiągnąć lepszego przystosowania, elastyczności, a przede wszystkim zmysłu społecznego, powściągliwości i troski o innych, może­my jutro stanąć w obliczu głodu.

Tak czy inaczej, wydaje się nader wątpliwe, by takie problemy mogły zostać rozwiązane przez racjonalne planowanie. W przeszłości nigdy tak się nie działo. Każde społeczeństwo wypracowało skuteczne własne oby­czaje i praktyki, choć nie zawsze są one łatwo zauważalne i chociaż obec­nie mogą się zmieniać szybciej niż dawniej.

Zagadnienie terytorium u człowieka pierwotnego

Systemy terytorialne odkryto u wielu ssaków naczelnych lecz nie wy­stępują one wyraźnie u szympansów, goryli i pawianów. Te trzy gatunki żyją stadnie i każde stado trzyma się pewnego obszaru. Obszary różnych grup często krzyżują się i kiedy takie grupy spotkają się, zazwyczaj nie dochodzi do walki. Oczywiście nie mamy bezpośrednich dowodów świadczących o tym, że człowiek paleolitu był ?terytorialny”; można jednak przypuszczać, że tak, ponie­waż był on myśliwym powracającym z łupem do ?domu”. Jeśli istniały terytoria, to być może broniono ich, lecz równie dobrze mogły być utrzy­mywane przez manifestacje rytualne. Nasz sposób komunikowania się przez wyraz twarzy, postawę i gesty dziś jeszcze dysponuje znakami wy­rażającymi groźbę lub podporządkowanie, takimi jak gniewne marszcze­nie brwi, burczenie czy uśmiech. Najstarsza znana czaszka australopiteka (Homo habilis) była połamana, lecz niekoniecznie mu­siało to się stać w czasie walki. W szczątkach Homo erectus z Pekinu widać, że szpik kostny został usunięty. Wśród czaszek paleoli­tycznych jest wiele rozbitych; być może ich mózg został zjedzony. Lecz nawet gdyby to udowodniono, ani walki wzajemne, ani kanibalizm nie muszą wskazywać na zachowania terytorialne. Możemy uznać, że pewne dane wskazują, iż dawni ludzie prowadzili wojny między sobą ? w prze­ciwieństwie do innych naczelnych, gdzie podziałowi terytorialnemu to­warzyszyły zazwyczaj groźby rytualne. Prawdopodobnie wojownicze za­chowanie człowieka wiązało się z przejściem od roślinożerności do mięsożerności.

Sądzi się, że udoskonalenie ekwipunku służącego zabijaniu nie zo­stało zrównoważone przez odpowiednie zmiany w zachowaniu rytualnym. Potrzeba zachowań pojednawczych, ustępstw, jest zmienna i zależy od stopnia realności groźby. Zwierzęta wojownicze, np. kruki i wilki, mogą poważnie ranić się wzajemnie w trakcie walki; przyjęcie stosownej po­stawy podporządkowania skutecznie hamuje agresję (Lorenz, 1963). Re­akcje obu partnerów są prawdopodobnie wrodzone. Natomiast, jak się wydaje, u zwierząt, które zazwyczaj nie polują i nie walczą, nie wystę­puje zwykle potrzeba rozwiniętych zachowań pojednawczych, ponieważ nawet wchodząc w konflikt nie ranią się one w sposób niebezpieczny. Brak zahamowań powstrzymujących przed walką aż do śmierci obser­wuje się również u tych zwierząt, których sposób życia gwarantuje łatwą ucieczkę zarówno przed przeciwnikiem tego samego gatunku, jak i przed drapieżnikiem. Dotyczy to zwierząt żyjących na drzewach lub latających w przeciwieństwie do tych, które prowadzą naziemny tryb życia. Gołębie umieszczone w klatce będą walczyły aż do śmierci jednego z nich; wydaje się, że nie mają one żadnych zahamowań przed zabijaniem.

Terytoria zwierzęce

Niebezpieczeństwo wynikające z faktu, że ludzie mogą niszczyć się wza­jemnie, ma dziś tak wielkie znaczenie, że w rozważaniach dotyczących biologii człowieka nie można go pominąć. Faktem jest, że jedną z kon­sekwencji obawy przed wojną termojądrową (nuklearną), stał się wzrost zainteresowań przyrodników badaniami dotyczącymi różnic i podobieństw między zachowaniami agresywnymi u ludzi i zwierząt, zwłaszcza tymi, które odnoszą się do terytorium i do populacji. Nie można rzecz jasna za­pominać, że społeczeństwa ludzkie mają charakter bardzo swoisty i wobec tego byłoby naiwnością oczekiwać, że same tylko badania nad życiem zwierząt nauczą nas, jak można tymi społeczeństwami kierować. Poza tym społeczeństwa ludzkie mają swój początek zwierzęcy, a fizjologiczne me­chanizmy ? zarówno agresji, jak i współpracy ? mają bardzo szeroki zasięg. Możemy więc, nauczyć się czegoś o ludziach badając inne ga­tunki. Zagadnieniem tym zajmowaliśmy się już; jest ono jednak tak istotne, że powrócimy tu do niego, aby przedyskutować pewne czynniki, które mogą wzbudzać lub uśmierzać agresję.

Twierdzi się powszechnie, że u ludzi, podobnie jak u zwierząt, obrona ?terytorium” jest źródłem wielu konfliktów. Warto więc rozpocząć od przyjrzenia się pewnym faktom wskazującym, w jaki sposób zwierzęta osiągają i zachowują swe terytoria. U wielu gatunków istnieje rywali­zacja między jednostkami o prawa korzystania z określonych obszarów lub przestrzeni, na których szukają pożywienia, parzą się i troszczą o po­tomstwo. Ten ?popęd” do zdobywania i zachowywania określonego frag­mentu przestrzeni prowadzi do wielu walk między osobnikami tego sa­mego gatunku. Ze znaczenia pojęcia terytorium pierwsi zdali sobie sprawę ornitologowie, ponieważ w życiu ptaków jest to szczególnie widoczne. System obrony terytorium u wielu rozmaitych gatunków ptaków był już dawno badany przez przyrodnika amatora Eliota Ho­warda (1920). Podobne zachowania terytorialne odkryto później u wiel­kiej liczby zwierząt i wykazano, że służą one rozmaitym funkcjom.

Ludzka zdolność do uogólnień

Ze wszystkich form czynności mózgu najbardziej uniwersalna jest ta, która prowadzi do aktów poznawczych i formowania przewidywań ogól­nych. Człowiek nie jest jedynym zwierzęciem zdolnym do pracy badaw­czej i twórczej, lecz z pewnością czyni to najgruntowniej i najbardziej systematycznie. Co więcej, cechuje go skłonność do porządkowania wy­ników swych badań w systemy wyjaśniające i pozwalające przewidywać, np. w systemy religijne i naukowe. Zdolności do wytwarzania logicz­nych, dedukcyjno-indukcyjnych systemów pojęciowych zależne są praw­dopodobnie od działania tych części mózgu, które wytwarzają język. Te strefy mózgu mają zapewne swoiste właściwości, powstałe w procesie dojrzewania zgodnie z informacjami odziedziczonymi; dlatego strefy te po pobudzeniu zdolne są do wytwarzania takich uogólnień. Istnieje spekulatywna koncepcja, zgodnie z którą jedną z podstaw porozumiewania językowego jest taki sposób mówienia, jak gdyby wszystkie przedmioty były obdarzone wyglądem i cechami ludzkimi. Jeśliby tak było, to najbardziej naturalnym środkiem wyrażania ogólnych właści­wości świata byłby pogląd, że zależą one od Boga, który posiada pewne atrybuty ludzkie. Z pewnością dla wielu ludzi wyjście poza taki sposób myślenia jest bardzo trudne. Tak więc nasze dążenie do poznania świata w ciągu ostatnich kilku wieków zwraca nas znowu ku poznaniu nas samych. Zaczynamy rozumieć, na razie jeszcze dość mgliście, przyczyny, dla których myślimy tak, jak myślimy, używając tego ?języka osobo­wego”. Może to sprawić, że raz jeszcze skierujemy naszą uwagę poza przyczyny bliskie ku ostatecznym, co powinniśmy od czasu do czasu ro­bić. W rzeczywistości nie chodzi o pytanie ?dlaczego działamy tak, jak działamy”, lecz o pytanie, ?co możemy wiedzieć o przyczynach sprawia­jących, że świat jest taki, jaki jest”. Nie jest już konieczne, by odrzucać takie pytanie jako ?metafizyczne”. Mamy już bowiem pewne dane dotyczące natury i granic naszej wiedzy, zdeterminowanej ostatecznie zarówno przez strukturę naszych mózgów, jak i przez naturę otaczają­cego nas świata. Biologowie, psychologowie i językoznawcy zaczynają wskazywać, jak doszliśmy do naszego obecnego sposobu myślenia o świe­cie, który rozciąga się od poziomu cząstek elementarnych, odkrywanych przez fizyków i chemików, co kosmosu astronomów. Właściwe połączenie istotnych rysów tych wszystkich osiągnięć techniki powinno w przy­szłości doprowadzić do powstania prawdziwie ogólnej nauki o człowieku i jego świecie. Będziemy mieli prawo do dumy, radości i poczucia wiel­kiego uprzywilejowania, jeżeli ?zrozumiemy” ludzkość i wszechświat (uniwersum).