Category: Niektóre czynniki determinujące ewolucję człowieka

Geneza ludzkich zachowań seksualnych i sposobu kojarzeń

Jedną z uderzających cech współczesnego człowieka jest tworzenie się par, które pozostają razem przez stosunkowo długie okresy czasu. Takie pary występują podobno u gibbonów, ale nie stanowią reguły u naczel­nych. Zorganizowane łowiectwo u hominidów środkowo-plejstoceńskich wymagało oczywiście jakichś przystosowań, jeśli osobnicy przeciwnych płci bywali na dłużej rozdzielani. Można sądzić, że te rozłąki były przy­najmniej jednym z powodów, dla których kojarzenie przybrało zinsty­tucjonalizowaną formę małżeństwa, a ludzkie zainteresowanie seksem, nawet oderwanym od jego aspektów reprodukcyjnych, stało się wyjąt­kowo silne. Jeśli płcie są często rozdzielane, a mimo to matka i jej po­tomstwo mają mieć zapewnioną opiekę, musi istnieć silna więź między poszczególnymi mężczyznami i kobietami. To właśnie stanowi może pod­stawę różnych cech wzmożonego seksualizmu, tak charakterystycznego dla człowieka. Najważniejszą z tych cech jest występowanie u kobiety orgazmu, porównywalnego z orgazmem towarzyszącym u mężczyzny aktowi ejakulacji. Związana z tym (lub z tego wynika) jest niemal jed­nolita wzajemna podatność na bodźce płciowe u mężczyzn i kobiet przez cały czas trwania cyklu menstruacyjnego. Niemal całkowicie zanikły zmiany występujące u wielu naczelnych w czasie owulacji, w środkowej fazie cyklu, i mające na celu ? np. u pawianów ? sygnalizowanie tego stanu u samicy i ekscytowanie samca, dzięki czemu do kopulacji docho­dzi tylko w tej fazie. U niektórych kobiet owulacji towarzyszą regularne bóle, a nawet lekkie krwawienie w środku okresu miesięcznego. Mają też miejsce charakterystyczne, nieznaczne podwyższenia temperatury, jed­nak dane dotyczące częstości kopulacji nie wykazują wyraźnych oznak zwiększonej pobudliwości ani atrakcyjności seksualnej w tym okresie.

Spółkowanie w pozycji twarzą w twarz jest kolejną osobliwością, występującą niemal wyłącznie u człowieka. U prawie wszystkich pry­matów samiec kopuluje z samicą od tyłu. U goryli i szympansów może się zdarzać, że samica leży na wznak, a samiec kuca pomiędzy jej noga­mi, jednak nie kładzie się na niej. Charakterystyczna ludzka pozycja być może wywodzi się po prostu z faktu, że u naziemnej istoty dwunożnej leżenie na wznak jest naturalną pozycją odpoczynku. Niewątpliwie jed­nak przyczyniła się ona do intymniejszego związku między partnerami, co dało odpowiednie korzyści rodzinie i młodym. Przypuszczalnie w tym samym czasie wiele sygnałów seksualnych przesunęło się u kobiety z po­łożenia tylnego ku przodowi. Charakterystycznym sygnałem płciowym naczelnych jest skóra seksualna, wyspecjalizowany obszar wokół genitalii i pośladków, ulegający nabrzmieniu, a często jaskrawemu poczer­wienieniu w okresie oestrus (odpowiadającym owulacji w środkowej fa­zie cyklu u kobiety). U człowieka cechy charakterystyczne kobiety znaj­dują się na przedniej stronie ciała; są to w szczególności delikatne cechy twarzy i warg, zaokrąglone piersi z zabarwioną i wrażliwą skórą wokół sutek, a także rozmieszczenie włosów łonowych. Odpowiednio do tego, mężczyźni mają zarost twarzy i charakterystyczny układ owłosienia ciała.

Dzięki tym i innym cechom fizycznym życie płciowe hominidów jest w obrębie pary partnerów bardziej ciągłe i bogatsze niż u jakichkolwiek innych naczelnych. U wielu zwierząt drażnienie łechtaczki przez prącie samca ma na celu zapewnić wprowadzenie prącia do pochwy w mo­mencie maksymalnego pobudzenia samicy, choć wysokie ciśnienie krwi może u niej utrzymywać się przez dłuższy czas (np. u suki). Reakcją u kobiety, po dokonaniu penetracji, są fale wysokiego ciśnienia tętni­czego prowadzące do orgazmu. Te fizyczne reakcje są oczywiście punktem kulminacyjnym całych ciągów zachowań miłosnych o znacznie subtelniejszym charakterze; poprzez te zachowania partnerzy podtrzymują wza­jemne zainteresowanie sobą i podtrzymują życie (support the lives) ich samych i ich rodziny. Prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy, w którym stadium ewolucji z chaotycznie krzyżującego się stada wyłoniła się ludz­ka rodzina. Jak się zdaje, trwałych par nie tworzą ani pawiany, ani nawet szympansy i goryle. Natomiast gibbony są monogamiczne, a rodzina zaj­muje określone terytorium (Schaller, 1965). Być może łowcy wczesnego paleolitu żyli w małych stadach. Jednak nie jest nieprawdopodobne, że prawdziwie skuteczne współdziałanie zrodziło się w tych populacjach, w których genitalne i mózgowe właściwości seksu były tego rodzaju, że umożliwiały parom trzymanie się razem przez czas dostatecznie długi na założenie i rozwój rodziny.

Niektóre skutki społeczne zespołowego łowiectwa, jaskiń i ognia

Jeśli kobiety i młodociani nie brali udziału w łowach, musiały zapewne nastąpić różnego rodzaju przeobrażenia systemu społecznego. Wśród na­szych najbliższych żyjących do dziś krewniaków ? szympansów i goryli ? organizacja społeczna jest dość luźna: polega na rozmaitych związkach między samcem a grupą samic i młodych. Czasem są to niewielkie grupy rodzinne; w innych sytuacjach tworzyć się mogą dość duże ugrupowania, przypuszczalnie o funkcjach głównie ochronnych. Opisano tylko bardzo nieliczne przypadki uprawiania przez antropoidy jakichkolwiek form kooperacji przy zbieraniu pożywienia lub dzieleniu się nim. Musiały zatem w ewolucji człowieka zajść wielkie zmiany w sposobie zachowania (behawior), aby zaistnieć mogło efektywne współdziałanie. Związki mię­dzy osobnikami musiały nabrać stabilności; potrzebne stało się utwo­rzenie jakiejś bazy ? obozowiska, do którego można by znosić pożywie­nie. Ten czynnik w połączeniu z potrzebą schronienia odegrał zapewne znaczną rolę w rozwoju życia jaskiniowego. Sam fakt noszenia pożywie­nia innym osobnikom był całkiem nowym zjawiskiem u naczelnych, choć oczywiście są to zachowania pospolite u ssaków drapieżnych i ptaków. Wymagało to rozwoju pewnego wbudowanego w psychikę systemu uczu­lenia na potrzeby innych, a nie tylko na potrzeby własne. Stwierdzenie, że człowiek ma skłonności do altruizmu jest w równej mierze faktem przyrodniczym, co ludzki egoizm. Istnieje pilna potrzeba znacznego po­głębienia naszej wiedzy o genezie zachowań i popędów, które stanowią podstawę niektórych spośród naszych największych emocji.

Nie jest zapewne zbyt rozsądne snuć daleko idące spekulacje na te­mat wpływu powstałej instytucji ?domu” na rozwój form życia określa­nych przez nas jako ludzkie. Pojęcie domu jest tak silnie wbudowane w mentalność ludów dzisiejszych (choć nie występuje uniwersalnie), że ważne mogą być jakiekolwiek sugestie na temat jego genezy. Że jaski­nia służyła nie tylko jako ochrona przed zimnem, tego dowodzi fakt za­mieszkiwania jaskiń przez praludzi w Afryce Środkowej. Być może pier­wotna funkcja jaskini polegała na tym, że służyła ona jako ośrodek, wokół którego koncentrowało się życie grupy, a także jako ochrona przed innymi drapieżcami.

Umiejętność zapewniania sobie ochrony przed złą pogodą musiała odegrać ważną rolę w skutecznym rozprzestrzenianiu się człowieka dalej na północ, w strefy gdzie trzeba było przetrzymać okresy zlodowaceń i pluwiałów. Pierwsze ślady używania ognia pochodzą z okresu chłodnego (drugi glacjał ? Mindel), sprzed około 450 tys. lat, i to z obszarów po­łożonych dość daleko na północ, mianowicie z Węgier i spod Pekinu. W obu tych stanowiskach znaleziono popieliska z ognisk, związane ze szczątkami Homo erectus. Nie znaleziono natomiast żadnych śladów ognisk w otwartych obozowiskach lub w jaskiniach na terenie Afryki.

Można przypuszczać, że ? podobnie jak to było z narzędziami ka­miennymi ? używanie naturalnego ognia poprzedziło w czasie wyna­lazek jego rozniecania. Jeśli ogień stosować zaczęto najpierw do ogrze­wania ? wynalazek pieczenia lub gotowania żywności mógł być dziełem przypadku. Gotowanie, jako proces ?zewnętrznego trawienia” pokarmu, niewątpliwie odegrało ważną rolę w końcowej fazie ewolucji ludzkiej twarzy, mianowicie w zmniejszeniu się szczęk. Jedną z najbardziej ude­rzających cech, odróżniających wszystkie dawne szczątki hominidów, australopiteków (zwłaszcza formy robustus) i H. erectus od człowieka dzisiejszego jest wielkość zębów i masywność tych części czaszki, które związane są z mięśniami poruszającymi szczęki. Zmniejszanie się zębów i szczęk postępowało szybko po wynalezieniu, w środkowym plejstocenie, sztuki gotowania ? i postępuje do dziś. ?Wstępne trawienie” pokarmu przez gotowanie mogło być jednym z czynników prowadzących do znacz­nej oszczędności czasu, który można było w większym stopniu wyko­rzystać na produkcję narzędzi, a także posążków i innych wytworów artystycznych. Pojawienie się narzędzi mogło z kolei działać w kierunku jednoczenia społeczeństw, rozwijania metod porozumiewania się i wzbu­dzania pomysłów kolejnych wynalazków.

Niektóre fizyczne wymogi łowiectwa

Łowiectwo zespołowe wymaga wielu specjalnych cech ? zarówno osob­niczych, jak i społecznych. Rozważymy niektóre z nich, zaczynając od dość oczywistych cech budowy fizycznej człowieka oraz cech związanych z życiem społecznym, płciowym i intelektualnym, będących wynikiem zmian zachodzących w mózgu i gruczołach dokrewnych.

Upolowanie dużej zwierzyny niewątpliwie wymagało chytrości i spry­tu, ale szybkość, wytrzymałość i siła też zapewne odgrywały ważną rolę. Dwunożny chód i bieg nie zapewniały szybkości charakterystycznej dla kopytnych, ani umiejętności nagłego napadu z doskoku praktykowanego przez koty, ale były zapewne cechą odpowiednią dla długotrwałego tro­pienia, zwłaszcza w nierównym, pełnym załomów i wzniesień terenie. Stopa jest jednym z najbardziej godnych uwagi organów człowieka, umożliwia bowiem długotrwałe poruszanie się po nierównym podłożu. Jak się wydaje, ludzka stopa była już dobrze ukształtowana u Australo-pithecinae, a swoboda ruchów, którą umożliwiała, była cechą niezbędną dla skutecznego polowania na duże kopytne.

Dłoń naczelnych zamiast pazurów służących do rozdzierania zdoby­czy wyposażona jest w paznokcie, co umożliwia delikatne ruchy, a także trzymanie narzędzi. Wydłużony i przeciwstawny kciuk zapewne wy­przedził pojawienie się łowiectwa, ale był dla łowiectwa cechą o istot­nym znaczeniu. Najpierw wprowadził rozróżnienie pomiędzy chwytem si­łowym, wykonywanym całą dłonią, a chwytem precyzyjnym, wykony­wanym za pomocą kciuka i pozostałych palców. Selekcja na­turalna faworyzująca odpowiednią budowę dłoni ? oraz mózgu potrzeb­nego do użycia takiej dłoni ? mogła zacząć działać, jeśli cechy te da­wały korzyść osobnikowi i populacji. Precyzja miała niewątpliwie szcze­gólną ważność, ale zdolność do noszenia ciężarów jest także jedną ze specjalnych cech ludzkiej kończyny górnej. Wielka ruchomość stawu bar­kowego jest być może odziedziczona po brachiatorach. Umożliwia. ona ustawienie dłoni niemal w dowolnym położeniu w stosunku do ciała. Dodać trzeba do tego ruchy zginające przedramienia w stawie łokcio­wym, wielką swobodę ruchów obrotowych przedramienia (pronacja i supinacja), oraz ruchomość stawu nadgarstkowego, umożliwiającą znaczne skręty dłoni ? zarówno w kierunku promieniowym, jak i łokciowym. Wszystko to ? łącznie ze strukturą kciuka i pozostałych palców ? umożliwia użycie ręki ludzkiej jako organu pracy i wywodzi się wprost z przystosowań kończyny górnej wyższych naczelnych do życia nadrzew­nego. Wielka siła mięśnia trójkątnego (m. deltoideus) umożliwia czło­wiekowi podnoszenie i dźwiganie ciężarów bardzo znacznych w stosunku do ciężaru jego własnego ciała. W gruncie rzeczy człowiek wyróżnia się wśród innych zwierząt nie tylko swym intelektem i zręcznością, lecz także swą wybitnie rozwiniętą zdolnością ?noszenia ciężarów” (load-carrier) oraz pracy. Cechy te musiały rozwinąć się dla jakiegoś określonego celu.

Od roślinożercy do łowcy

Nie ulega wątpliwości, że przyjęcie postawy dwunożnej odegrało klu­czową rolę w wytworzeniu się nowego trybu życia. Ta zmiana była prawie na pewno stopniowa, a jej początki sięgają miocenu, być może 20 milionów lat wstecz. Gdy ręce oswobodzone zostały od czynności lokomocyjnych, nabyły z czasem zdolność posługiwania się narzędziami oraz do ich produkcji. Nie wiemy na pewno, kiedy to się zaczęło, ale najdawniejsza, definitywnie rozpoznawalna kultura kamienna, oldowajska, związana z afrykańskimi australopitekami, powstała przypuszczal­nie przed 2 milionami lat lub wcześniej. Wysunięto przypuszczenie, że używanie narzędzi sięga czasów znacznie odleglejszych, mianowicie że śladem takich zachowań są wgniecenia na czaszkach zwierząt mioceń­skich (Leakey, 1968). Znalezione w pobliżu kamienie mają jakoby nosić ślady używania ich w charakterze broni, być może przez istoty typu Dryopithecus. Można przypuszczać, że odpowiednie ka­mienie były używane do ciskania lub uderzania w czasach jeszcze daw­niejszych.

Przejście na otwarte równiny było zapewne związane z istotnymi zmianami w pożywieniu, od roślinożerności, typowej dla antropoidów, do prawdziwej wszystkożerności, w której pojawiły się elementy ło­wiectwa; najpierw polowano na małą zwierzynę, jak jaszczurki i ptaki, a potem ? na coraz większe ssaki sawann i stepów. Wśród kości towa­rzyszących szczątkom Australopithecus w 01duvai są nie tylko małe zwierzęta ? ptaki, jaszczurki i gryzonie, ale i zwierzęta duże. Przypusz­czalnie A. africanus jadł niektóre z tych zwierząt, spożywając również pokarm roślinny.

Powrót z drzew na ziemię

Cechy charakterystyczne dla linii ewolucyjnej hominidów pojawiły się prawdopodobnie wówczas, gdy populacje wyposażone w owe nadrzewne umiejętności zmuszone zostały do opuszczenia środowiska nadrzewnego. Mamy podstawy do przypuszczeń, że w miocenie wiele obszarów leśnych zmieniło się w otwarte równiny lub tundry. Te właśnie przeobrażenia uintensywniły ewolucję, która doprowadziła do powstania szybkonogich kopytnych, jak antylopy i konie. I choć nie znamy żadnych niewątpli­wych szczątków hominidów z miocenu, mamy podstawy do mniemania, że takie typy jak Ramapithecus zaczynały już wykazywać cechy ludzkie; niestety, nie wiemy nic o ich sposobie lokomocji.

Wiele dyskusji wzbudza pytanie, czy dwunożność człowieka wywodzi się od zwierząt ściśle czworonożnych, od takich, które poruszały się głów­nie skokami, czy też od półbrachiatorów. Lokomocja skoczna wytwarza pewien rodzaj wyprostowanej postawy i może prowadzić do całkiem sprawnej dwunożności (jak to widać na przykładzie lemura Propithecus z rodziny Indriidae). Istnieją pewne podobieństwa między hominidami a wyrakiem, małpiatką uprawiającą skokową lokomocję. Wood Jones (1943) poszedł w swej koncepcji nawet tak daleko, że uznał za bardzo prawdopodobne wyodrębnienie się linii wiodącej do hominidów właśnie od prawyraków już w eocenie, a zatem zupełną niezależność ewolucyjną hominidów od małp i antropoidów.

W świetle argumentów Wooda Jonesa można istotnie przyjąć, że człowiek wyodrębnił się z pnia naczelnych poprzednio bliskiego wyra- kom. Jest jednak bardziej prawdopodobne, że bezpośrednim poprzedni­kiem ludzkiego dwunożnego chodu była półbrachiacja, sposób porusza­nia się w którym zwisanie ciała na rękach jest często przeplatane cho­dzeniem lub staniem na kończynach tylnych.

Wpływ życia nadrzewnego

Podstawowym wyznacznikiem trybu życia naczelnych było środowisko nadrzewne. Dlatego też pierwotnym czynnikiem, który zdeterminował późniejszą ewolucję człowieka, było pojawienie się w okresie permskim drzew. Rozwój bujnych lasów tropikalnych w eocenie i oligocenie stwarzał przypuszczalnie wyjątkowo korzystne warunki ewo­lucji małp i antropoidów. Życie nadrzewne związane jest często ze zwin­nością i szybkością ruchów, z dobrymi zmysłami i sprawnym mózgiem. Wszystkie te właściwości stanowiły podstawę do późniejszego rozwoju ludzkiej zręczności, produkcji narzędzi, zdolności obserwacji, a wreszcie mowy, myślenia i rozumowania. Wzrok jest szczególnie potrzebny w śro­dowisku nadrzewnym, bo sygnały węchowe są tam trudniejsze do na­dawania i odbioru niż na ziemi (choć lemury stosują znakowanie zapa­chowe). Zgodnie z tym narząd węchu i węchowe ośrodki mózgu ulegają stopniowej redukcji, w miarę przechodzenia od naczelnych niższych do wyższych. Porozumiewanie się między osobnikami za pomocą węchu również nie jest w środowisku nadrzewnym zbyt efektywne. Stąd też naczelne, podobnie jak ptaki, rozwinęły przede wszystkim metody sygnalizacji wzrokowej i słuchowej. Porozumiewanie się wzrokowe i słu­chowe stwarza możliwość przekazywania informacji znacznie dokładniej­szych niż te, które przekazać można pozostawiając oznakowania zapacho­we. Sygnały zapachowe są z natury rzeczy ?szeroko adresowane”, do ?każdego, kogo to może dotyczyć” i w ten sposób zwierzęta sygnalizują swój stan; przykładem są ?substancje strachowe” wydzielane przez ryby, lub stymulatory płciowe ssaków. Ale zapachy, jak się wydaje, nie mogą być zorganizowane w alfabet znaków nadających się do obiektywnego opisu wydarzeń zewnętrznych (choć nie jest wykluczone, że to się nam tylko wydaje, ponieważ nigdy nie próbujemy użyć ich w ten sposób).

Innym skutkiem życia nadrzewnego jest to, że samica może nosić tylko niewielką liczbę młodych i musi ich dobrze doglądać. Cecha ta stała się podstawą rozwoju specyficznie ludzkiego ? wydłużonego dzie­ciństwa i zwiększonej roli uczenia się.

Takie oto są ważniejsze właściwości naczelnych, na gruncie których zrodził się ludzki tryb życia. Cechy tego rodzaju nazywa się niekiedy preadaptacjami; nie jest jednak jasne, co zyskuje się przez wprowadzenie takiego terminu. Adaptacja jest to ciąg przeobrażeń wzbudzonych w po­pulacji przez określone bodźce środowiskowe. Prawda, że adaptacja od­nosi się również i do przyszłości, ale tylko przy założeniu, że określona sytuacja środowiskowa trwa nadal*. Termin ?preadaptacja” sugeruje, że określona cecha rozwinęła się niejako w przewidywaniu jej użyteczności do homeostazy w jakichś warunkach, które jeszcze nie zaistniały. Wątpli­we jest, czy nawet o człowieku powiedzieć można, że potrafi on przewi­dywać w tym sensie. O preadaptacjach wolno nam chyba mówić tylko w tym znaczeniu, że zaistnienie jednej cechy umożliwiło potem rozwój niektórych innych.

Pojęcie terminu ?przyczyny ewolucji”

Zanim przystąpimy do rozważań nad tym, co ?spowodowało wyodręb­nienie się rodzaju ludzkiego, musimy zastanowić się nad pojęciem ?przyczynowości” i nad tym, czy można w ogóle uznać, że ewolucja ma przy­czyny. Terminem ?ewolucja” posługujemy się dla określenia serii zmian zachodzących w miarę przystosowywania się populacji do zmieniającego się środowiska. Ludzkość w dowolnym momencie w przeszłości stanowiła zawsze jedną z populacji będących wytworem tych procesów. Jeśli osią­ganiu takich kolejnych stanów można przypisać jakieś przyczyny, to należy ich szukać w przeszłości owych populacji i w zmianach środowi­skowych, jakie wówczas zachodziły. Populacja zawiera w sobie te wszy­stkie tendencje do przeżycia, zwiększania żywej materii i wyszukiwania nowych środowisk, które razem wzięte stwarzają podstawę celowych działań, jakie człowiek, podobnie jak inne organizmy, prezentuje swymi dążeniami.

Główne czynniki, które spowodowały naszą ewolucję, tkwią w na­turze naszych przodków, tzn. w trybie życia naczelnych w ogóle. Ten z kolei wywodzi się z trybu życia ssaków i innych kręgowców, ich przod­ków, a wreszcie z ogólnych cech życia. Są to wszystko, technicznie rzecz biorąc, przyczyny bliższe i wydaje się wątpliwe, czy można w ogóle przypisać jakieś sprecyzowane znaczenie pojęciu przyczyny ostatecznej. Jak wiemy, wszelkie zmiany przystosowawcze pojmować można jako serię wyborów dokonywanych spośród dość ograniczonego zespołu pierwiastków, cząsteczek, organelli i różnych rodzajów komórek. W miarę jak selekcja ta postępowała pod naciskiem środowiska i kon­kurencji, powstawały coraz to nowe typy ustrojów żywych. Naszym obecnym zadaniem jest próba zidentyfikowania czynników szczególnie istotnych w powstaniu i ewolucji człowieka.