Pochodzenie mowy

Zapewne nigdy nie dowiemy się, kiedy pojawiła się mowa. Na temat pochodzenia języka wypowiedziano tyle niedorzecznych poglądów, że przez jakiś czas samo dyskutowanie tego problemu było tabu dla nie­których językoznawców. Ostatnio zainteresowanie tym zagadnieniem ożywiło się, przy czym wzrosła świadomość, że język jest zjawiskiem mającym swoje podłoże biologiczne (Lenneberg, 1967). Wiele wskazuje na to, że mózg ludzki ma dziedziczną zdolność do opanowania mowy. Rozsądne wydaje się przypuszczenie, że zdolność ta nie wy­stąpiła od razu w postaci w pełni uformowanej, ale ewoluowała stopnio­wo, jak wszystkie inne cechy fizyczne. Za wcześnie jest na spekulacje na temat tego, jak mógł wyglądać wczesny język. Każda chyba umie­jętność przekazywania informacji i wydawania poleceń musiała dawać przewagę hordom, które nią dysponowały, zwłaszcza w zbiorowych polo­waniach. Nie jest jasne, w jaki sposób z przekazywania oznak stanów emocjonalnych, co jest rzeczą zwykłą u zwierząt, powstać mogła zdol­ność do twórczej mowy. Nawiasem mówiąc, w tym może tkwić po części powód nadal istniejącego zespolenia obiektywnego opisu i subiektywnej ekspresji emocji.

Wśród naczelnych porozumiewanie się (komunikacja) jest szeroko roz­powszechnione; stosują one sygnały węchowe, dotykowe, wzrokowe i słu­chowe. W toku ewolucji naczelnych doko­nywała się na pewno selekcja preferująca różne cechy umożliwiające formowanie się stabilnych zbiorowości. Należą do nich także mechani­zmy nerwowe i mięśniowe pozwalające nadawać i odbierać subtelnie stop­niowane sygnały oraz dyspozycje do właściwego reagowania na nie. Na przykład znaki powitania, jak pocałunek w usta i podanie ręki, są stosowa­ne przez małpy, tak samo jak przez ludzi, dla ustanowienia kontaktu po­trzebnego dla efektywnej komunikacji. Znaki te mogą się wywodzić z czynności piastowania i ssania we wczesnym dzieciństwie. Wspomnie­liśmy już, że wzorce dorastania u małp i ludzi sugerują, iż nasz system komunikacyjny zależy od pewnego rodzaju przedłużonego dzieciństwa. Inna czynność społeczna rozpowszechniona u naczelnych, to wzajemne czesanie i iskanie.

Dalsze sygnały wspólne ludziom i małpom, to groźba w postaci gło­śnego krzyku, któremu towarzyszy warczenie oraz obnażanie zębów jako sygnał gryzienia. Inną formą groźby jest utkwienie wzroku i zmarszcze­nie czoła. Ale wszystkie te sygnały są jeszcze dalekie od języka. Nawet zróżnicowane okrzyki wydawane przez szympansy i pawiany, żeby poin­formować o tym, gdzie są, gdzie jest pożywienie i o innych sprawach, stanowią tylko utrwalony system, w którym każdy znak ma jedno zna­czenie.

Istnieje ostra różnica pomiędzy niejęzykowymi i prawdziwie języko­wymi układami sygnałów. Te pierwsze są ?zamknięte”, tzn. składają się ze skończonej i niewielkiej liczby znaków podstawowych. Sygnalizacja językowa ma charakter ?otwarty”, to znaczy że istnieje nieskończenie wiele (lub bardzo wiele) połączeń między znakami, wskutek czego po­wstają nowe komunikaty. Ponadto stale powstają nowe znaczenia dzięki przesunięciom semantycznym i inwencji. Pytanie, jak i kiedy powstały te umiejętności, nie jest rozstrzygnięte. Nie ma żadnej anatomicznej ce­chy czaszki, po której można by poznać, czy jej właściciel umiał mówić.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.